SKI-BAR w Zieleńcu: Przystanek obowiązkowy na rozgrzewkę

SKI-BAR w Zieleńcu: Przystanek obowiązkowy na rozgrzewkę

SKI-BAR w Zieleńcu: Przystanek obowiązkowy na rozgrzewkę

Zieleniec Ski Arena to miejsce, które tętni życiem od świtu do późnych godzin nocnych. W tym narciarskim tyglu, gdzie tysiące ludzi szuka adrenaliny na stoku, równie ważne jak warunki śniegowe jest to, gdzie można się ogrzać i szybko coś zjeść. SKI-BAR, zlokalizowany w samym sercu akcji, tuż przy wyciągu Bartuś, to klasyk gatunku “apres-ski” w swojskim, polskim wydaniu. To nie jest restauracja z białymi obrusami, ale miejsce, które – niczym górska chata – ma dać schronienie, ciepło i kalorie niezbędne do dalszej walki z grawitacją. Wchodząc do środka, od razu uderza nas zapach frytek, grzańca i mokrych kurtek narciarskich. Jedno jest pewne: SKI-BAR to punkt strategiczny na mapie Zieleńca.

Opinie o jedzeniu są podzielone, co w gastronomii stokowej jest normą. Jednak stali bywalcy mają swoje pewniaki. Pani Joanna gorąco poleca flaki: “pyszne, lekko pikantne”. To idealna zupa na rozgrzewkę, która stawia na nogi szybciej niż energetyk. Do tego warto spróbować bułeczek wypiekanych z ciasta na pizzę, które są chrupiącym dodatkiem do gorących dań. Jeśli wolicie coś słodkiego, gitem są tu gofry. “Świeżo robione”, jak zapewnia Pani Katarzyna, zadowolą nie tylko najmłodszych. W sezonie zimowym króluje oczywiście herbata – tutaj w wersji “zimowej”, czasem z zaskakującym dodatkiem chilli, który podkręca temperaturę. Nie brakuje też klasycznego grzańca z miodem, obowiązkowego punktu programu dla pełnoletnich narciarzy. Z drugiej strony barykady stoją głosy krytyczne, wspominające o “zimnym żurku” czy fast-foodowej jakości dań. Trzeba mieć świadomość, że SKI-BAR to miejsce nastawione na szybką obsługę dużej ilości gości. Nie oczekujmy tu kulinarnych rewolucji, ale raczej solidnego, prostego posiłku (“nie jest złe jak na fast-food” – ocenia Mr. Evil), który pozwoli przetrwać do kolacji.

Wnętrze baru z widocznym menu – królestwo szybkiej, narciarskiej gastronomii.
Proste menu, szybka obsługa – tutaj liczy się czas spędzony na jedzeniu, a nie delektowanie się atmosferą.

Walka o stolik

Największym wyzwaniem w SKI-BARze nie jest wybór dania, ale znalezienie miejsca, by je zjeść. Lokalizacja “tuż przy wyciągu” jest błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Goście skarżą się na “okupowanie stolików” przez osoby, które nie konsumują, a jedynie czekają na jeżdżącą rodzinę. Górne piętro często zamienia się w nieoficjalną bawialnię dla dzieci z tabletami. To zjawisko typowe dla popularnych kurortów, ale tutaj bywa szczególnie odczuwalne. Jeśli planujecie wizytę w godzinach szczytu (12:00-14:00), uzbrójcie się w cierpliwość. Warto celować w godziny popołudniowe – “po godz. 17 bez kolejek i bardzo szybko” – radzą goście. Wtedy też łatwiej o chwilę spokoju i rozmowę z “przemiłą obsługą”, która w natłoku zamówień nie zawsze ma czas na uśmiech.

Zimowa panorama Zieleńca – widok, który rekompensuje wszelkie niedogodności.
Gdy wyjdziesz z baru, czeka na Ciebie ten widok. Góry zimą mają w sobie magię, która zaciera wszelkie złe wrażenia.

Podsumowanie

SKI-BAR w Zieleńcu to miejsce bez udawania. Jest głośno, jest tłoczno, ale jest też swojsko. To tutaj bije serce narciarskiego życia towarzyskiego, tutaj wymienia się uwagi o warunkach na trasie i tutaj leczy się pierwsze zakwasy gorącym piwem. Jeśli szukacie wykwintnej kuchni, idźcie gdzie indziej. Jeśli szukacie miejsca, gdzie po zjeździe ze stoku szybko naładujecie kaloryczne akumulatory, SKI-BAR spełni Wasze oczekiwania – zwłaszcza jeśli traficie na świeże gofry i wolny stolik.

Redakcja Noworudzkiego Kuriera

Więcej w tym temacie